2000 - 2005.




.

ί ²


Rola kobiety w rodzinie szlacheckiej.


               W sredniowieczu kobiete czestokroc nazywano komnata diabla. Juz tylko to okreslenie w pelni odzwierciedla stosunek do slabej plci w owczesnym spoleczenstwie europejskim. Ogolny brak poczucia bezpieczenstwa, spowodowany kleskami zywiolowymi, zniszczeniami wojennymi, glodem, epidemiami oraz innymi tego typu nieszczesciami, a takze wszechobecny strach przed smiercia rodza agresje wobec kazdego, kto moze uchodzic za sluge szatana. W XV wieku powstaje niepowtarzalne w swojej makabrycznosci dzielo Mlot na czarownice. Dzielo to niezwykle rozpowszechnia sie w Europie, wydanie polskie ukazuje sie w 1614 roku. W Europie plona stosy, ale, jak pisze J. Tazbir ...przez caly czas istnienia pierwszej Rzeczypospolitej zadna szlachcianka nie zostala spalona za czary.* Jezeli wezmiemy pod uwage dosc znaczna liczebnosc stanu szlacheckiego w owych czasach, to bedzie to wazki argument, przemawiajacy na korzysc kultury szlacheckiej, stosunkow spolecznych w Rzeczypospolitej.

        Renesansowe idee podniosly w znaczny sposob godnosc i znaczenie kobiety w spoleczenstwie rowniez szlacheckim, ale pamietajmy, ze bylo to przede wszystkim spoleczenstwo konserwatywno-agrarne. Wlasciwe wiec jest w nim dazenie do izolacji niewiast w kregu domowego ogniska, cechuje go pewien antyfeminizm. Sprobujmy sobie wytlumaczyc wiele rzeczy, poslugujac sie konkretnymi faktami oraz odwolujac sie do autorytetow w dziedzinie historii.
Jesli na ogol dokladano staran, by mlodziezy meskiej zapewnic mozliwie dobre wyksztalcenie(decydowala tu zarowno milosc, jak i duma rodzicielska), to chyba inaczej wygladala sprawa wychowania corek. Powszechnie uwazano, ze kobiecie powinno wystarczyc wyksztalcenie znacznie skromniejsze. Najzwyczajniej wychowywano corki przy boku matki, ktora nauczala obyczajow, regul zachowania, rozmaitych prac domowych oraz czytania i pisania (jezeli sama potrafila czytac i pisac).Spotykano dosc czesto przypadki, ze szlachcianki ze znaczniejszych nawet domow podpisac sie nie umialy. W. Lozinski pisze, ze zdradzaja te niemila tajemnice akta sadowe.**
        Ten ze autor przytacza taki fakt:Kiedy sie trafil szlachcic - a bywal to zazwyczaj czlowiek znajacy po trosze kraje cudzoziemskie - ktory pragnal zapewnic wyzsza edukacje corce, jak np. podkomorzy derpski Lachodowski, to konczylo sie na tym, zeby do dwunastego roku dobrze czytala i pieknie pisala, umiala takze grac na instrumencie,tj. na klawicymbale i lutni, poniewaz dziecie dowcipu bystrego; a skoro przejdzie rok dwunasty, oddac ja na dwor Krolowej Jejmosci. Ale kazdoczesna krolowa miala ograniczony fraucymer, na dworach wielkopanskich takze dla niewielu panienek bylo miejsce-a wiec ta jedyna akademia dobrego tonu i towarzyskiej oglady tylko za wyjatkowa protekcja byla przystepna.***

                Zdarzaly sie wypadki oddawania corek szlacheckich na wyksztalcenie do klasztorow, zajmujacych sie wychowaniem panien swieckich. Powazna role na tym polu odegraly w wieku XVII klasztory zreformowanych benedyktynek, a takze sprowadzone do Polski przez Ludwike Marie wizytki. Wedlug Karola Gorskiego w klasztorach benedyktynek nauka obejmowala nabycie umiejetnosci czytania, pisania, rachunkow, spiewu i hafciarstwa.**** Obok tego zapoznawano mlode panny z zasadami religii, uczono je katechizmu i modlitw, przyzwyczajano do codziennego rachunku sumienia, sluchania mszy swietej, czestego przystepowania do sakramentow. Czestokroc wychowanki klasztorne pozostawaly na stale w klasztorze. Wybor byl dosc skromny: malzenstwo lub klasztor.
                W pierwszym wypadku dobor odpowiedniego kandydata na meza sprawial rodzicom nieraz sporo klopotu. Gdy chodzilo o posazna panne, to kandydatow raczej nie brakowalo. Zdarzalo sie, ze skromny posag nie zwabial zbyt wiele starajacych sie, a dziewczyna grymasila. Powazne klopoty powstawaly tez w wypadku, gdy rodzice zmarli przed wydaniem corki za maz, a obowiazek znalezienia meza spadal np. na braci. Z korespondencji Krzysztofa Opalinskiego dowiadujemy sie , ile klopotow mial ze swoja kaprysna, a niezbyt bogata siostra Zofia, zanim panna nie poslubila hetmana Stanislawa Koniecpolskiego, posiadacza bardzo solidnej fortuny. Zreszta, Zofia Opalinska nie zyskala z tego mariazu niczego, procz przesladujacej ja przez reszte zycia reputacji fatalnej, przynoszacej nieszczescie kobiety.
                Gdy panna decydowala sie na zycie zakonne, powstawal problem zapewnienia jej odpowiedniego stanowiska w klasztorze, bo przeciez szlachcianka czy tym bardziej corka magnata najczesciej nie mogla pogodzic sie z tym, ze bedzie prosta zakonnica. Wowczas trzeba bylo pomyslec o solidnych zapisach na klasztor lub tez nawet o budowie nowego klasztoru, w ktorym corka moglaby piastowac urzedy przeoryszy. Elzbieta z Gostomskich Sieniawska, gdy jej corka objawila chec wstapienia do zakonu, zbudowala za 10 000 zlotych klasztor, ktorego corka miala byc przelozona. Ciekawy jest fakt, ze matka, goraca zwolenniczka kontrreformacji, deklarujaca to zreszta przy kazdej okazji, zabezpiecza kariere corce w sposob potepiany; kupowanie urzedow, protekcjonalizm bowiem naleza do zjawisk zwalczanych wowczas przez Kosciol. Ale Sieniawska przede wszystkim byla matka, troszczaca sie o losy swojego dziecka. Mysle tez, ze prestiz rodu odgrywal nie ostatnia role w tej sytuacji.*
        Mlodym szlachciankom w duzym stopniu brakowalo dozwolonej nawet i niewinnej zalotnosci. Przesadne pojmowanie skromnosci i wstydliwosci niewiesciej, braki wychowania, ktore nie dawalo dostatecznej oswiaty, nie sluzyly dziewczynom czy mlodym kobietom do brania czynnego udzialu w zyciu towarzyskim swojego srodowiska. Owczesni moralisci niechetnym okiem patrzyli nie tylko na wspolne biesiady i tance, lecz na wszelkie flirty i kontakty towarzyskie. Sebastian Petrycy na poczatku XVII wieku radzil rodzicom, by pilnie strzegli corki, nakladali na nie moralne wedzidla, bacznie czuwali, aby czasem co zle nie poczely, czyli po prostu nie nawiazaly romansu. Pisal tez, by rodzice nie pozwalali corkom przyjmowac wizyt w swych pokojach, przestrzegal przed podarkami, poselstwami, listami i towarzystwem pozbawionych wstydu mlodych mezatek.**
Mowiono: Gdy dzieweczka to ja czesz, a gdy wieksza to ja strzez, jak podrosnie zaplac komu, by ja zabral z twego domu. ***
Opinie wyjatkowo zalotnych kobiet mialy lwowianki. Fryzyjczyk Werdum pisal w drugiej polowie XVII wieku o Lwowie, ze tam: mieszkaja tak piekne, delikatne i zwodnicze niewiasty jak zreszta nigdzie na calej kuli ziemskiej.**** Lecz Waclaw Potocki wyszydzal swobodne lwowianki, piszac, ze tamtejsze panny chadzaja w wiencach, posiadajac przy tym dzieci.***** Reprezentujac sarmacka obyczajowosc, tenze Potocki glosil:

Zadna wstydliwa panna, wdowa i mezatka
Nie mowi, nie bawi sie z mezczyznami bez swiadka;
Gdyz chocby dla mowienia zeszli sie pacierzy,
Nie dla czego innego, zaden nie uwierzy. ******

        U W .Lozinskiego czytamy: Kobieta polska wiekow przeszlych miala duzo wrodzonej inteligencji, ale bardzo malo umyslowego wyksztalcenia.******* Mysle wiec, ze braki wyksztalcenia i oglady towarzyskiej panny i panie nadrabialy pomyslnie wyzej wspomniana inteligencja oraz osobistym urokiem, ale, w wiekszosci przypadkow, z rozsadkiem i zlotym umiarem. Mamy temu konkretne przyklady.
       W liscie Zofii Laskiej czytamy o Polkach, ktore towarzyszyly krolowej Katarzynie po jej wyjezdzie z Polski , ze w Linzu tym sie cesarzowej podobaly, iz kiedy w taniec szly, nie daly sie oblapiac ani calowac; i Niemcom sie to podobalo; mowili, iz to cnotliwa nacja polska.********
        Cudzoziemcy wyglaszali podobna opinie. Jordan Claude pisal w XVII wieku: Damy sa bardzo roztropne i cnotliwe, nie oddaja sie kokieterii, jakkolwiek maja nie mniej swobody od Francuzek.********* Przyklady te dobrze swiadcza o przedstawicielkach stanu szlacheckiego; panie zachowywaly sie z godnoscia, podziwiana wrecz przez Europejczykow.
        Trzeba powiedziec, ze Polska nie znala takiego kodeksu jak slynny Domostroj, ktory charakteryzuje sie kategorycznym, ograniczajacym, niemal ze despotycznym podejsciem do kobiety, najwyrazniej uksztaltowanym pod wplywem kultury orientalnej. Przyzwoite zachowanie kobiety szlacheckiej bylo norma, wynikajaca z tradycji, religii, wyniesiona z rodzinnego domu i preferowana w owczesnym spoleczenstwie.
                Pamietamy, ze poslubiona przez Ludwika XV Maria Leszczynska uosabiala w owczesnej Francji surowa, daleka od flirtow i koketerii polska obyczajowosc, co zdecydowanie sie zmienilo w czasach stanislawowskich. Wraxall wtedy pisal o Polkach: Swiat nie zna kobiet rownie zniewalajacych, gladkich i czarujacych. Nie maja one nic ze wstydliwosci i chlodu Angielek, nic z rezerwy i wyzszosci Austriaczek. Swobodne, pelne wdzieku i checi podobania sie, sa nieskonczenie ujmujace[...]wdzieki ich sa przy tym stokrotnie pomnozone umiejetnie stosowana kokieteria.*
                W srodowisku szlacheckim, gdzie kobieta nie brala udzialu w zyciu politycznym i byla izolowana w kregu domowego ogniska, udane zamazpojscie staje sie sporym awansem spolecznym. Poza przypadkami swiadomego wyboru zycia duchownego, staropanienstwo, zreszta jak i starokawalerstwo, nie bylo mile widziane i powszechnie tolerowane, poniewaz rodzina w szlacheckiej Rzeczypospolitej zawsze byla podstawowa komorka spoleczna. Wedlug Marii Koczerskiej **w owczesnym spoleczenstwie czlowiek samotny nie byl pelnoprawnym czlonkiem. A W. Lozinski pisal z pewnym patosem: Najsurowszy nawet sedzia przeszlosci przyznac musi, ze rodzina polska spelniala ten wielki obowiazek, ze byla najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i ze w najgorszych nawet czasach byc nim nie przestawala.***
                W zawarciu zwiazku malzenskiego mialo swoj udzial wiele czynnikow. Jednym z wazniejszych byl czynnik materialny, czasami tez wzglad na awans, gdy chodzilo o malzenstwo z corka jakiegos wysokiego urzednika. Przy zawieraniu takich mariazy zazwyczaj nie pytano o zdanie mlodych i niesamodzielnych materialnie osob. Ale chyba nie brakowalo w owych czasach zwiazkow malzenskich opartych na glebszym uczuciu. Opowiadaja nam o tym pamietniki, epistolaria oraz inne zrodla. Niezwykla, bardzo wzruszajaca jest historia milosci Zygmunta Augusta i Barbary Radziwillowny; zachwycaja swoja szczeroscia, literacka oryginalnoscia oraz naturalnoscia uczuc listy Jana Sobieskiego do swojej dosc kontrowersyjnej Marysienki prawdziwe dziela ars epistolandi swojego czasu. Zbigniew Kuchowicz jednak twierdzi, ze jesli chodzi o gmin szlachecki, wszystko wskazuje na to, ze jego obyczaje byly surowsze, iz po zasciankach i dworkach kwitly przede wszystkim malzenskie milosci, pod strzechami i gontami dworkow zamieszkiwaly czesto rzeczywiscie owe cnoty wielbione tak przez moralistow.****
               Wiele przykladow mozna by tu przytoczyc, oto jeszcze jeden, ktory mogl by posluzyc za wzor dla niejednego utworu literackiego. U Kuchowicza czytamy: Przez wiele lat w Wielkopolsce mowilo sie np. o wielkiej, namietnej milosci, jaka polaczyla magnata Andrzeja Karola Grudzinskiego ze szlachcianka Marianna ze Swiecickich.***** Panne Marianne wydano za maz za szlachcica Piotra Zawadskiego. Maz maltretowal zone i zdradzal. Marianna zaskarzyla go o cudzolostwo i uzyskala separacje. Zawadski nie chcial placic alimentow wg wyroku sadu. Aby sie pozbyc klopotow, wynajal zbirow, ktorzy wiosna 1652 roku napadli na kobiete, strzelajac do niej z pistoletow. Myslac, ze jest juz martwa, porzucili nieszczesna na drodze. Grudzinski, ktory zwiazany byl juz wtedy z Marianna, zastrzelil Zawadskiego, a sam wzial z nia slub. Sprawa narobila sporo halasu. Grudzinskiego skazano na infamie, naciskano, by porzucil zone, uwazajac jego zwiazek za wystepny. Biskup Florian Czartoryski przedstawial Marianne jako demona. Bylo to bez watpienia malzenstwo z milosci, ktora spowodowala, ze Grudzinski i Zawadska nie zlekli sie pogrozek, naciskow kleru i presji konserwatywnej opinii. Dramatyczna historia miala jednak szczesliwy koniec.
                Co do wieku pobierajacych sie, to Renata Galaj podaje nam nastepujaca informacje: Nie zaprzatano sobie glowy nierownoscia lat. Starano sie, aby mlodzi osiagneli tzw. wiek sprawny. Dla chlopcow bylo to 15 lat, a dla dziewczat 12. Pelnoletnosc do XVII wieku chlopcy uzyskiwali po skonczeniu 18 roku zycia, a od XVIII wieku od 24 lat. Lata sprawne liczono odtad dla mezczyzn od 20 roku zycia. Najczesciej o gotowosci dziecka do zawarcia malzenstwa decydowano na podstawie obserwacji jego rozwoju fizycznego. Wystarczalo oswiadczenie rodzica lub opiekuna, ze osiagnelo ono juz taki wiek.*
                Zwyczajnym zjawiskiem byl ozenek wdowca z mlodsza od siebie o dwadziescia-trzydziesci lat panna, czesto prawie dzieckiem. U Zbigniewa Kuchowicza znajdujemy informacje o tym, ze matka znanej pamietnikarki Kwileckiej-Fiszerowej wyszla za maz, liczac sobie 12 lat i 15 dni, co stanowilo wyzej wymieniona najnizsza granice wieku uprawniajaca do zamazpojscia.** Pastor Adam Gdacjusz cytowal teksty pietnujace lekkomyslnych starcow, ktorzy owdowiawszy natychmiast szukali mlokosek, ktorych raczej ojcami, anizeli mezami byc mogli.*** Lecz meska bezkrytycznosc, chciwosc i powszechne przekonanie o odmladzaniu sie u boku mlodych partnerek robily swoje; powolywano sie nawet na autorytet Hipokratesa, ktory zalecal panom w wieku zaawansowanym stosunki z mlodymi partnerkami. Sam wieszcz z Czarnolasu w swojej fraszce Do dziewki przekonywal, by nie uciekala, poniewaz:

...z rumiana twarza
moja broda siwa
Zgodzi sie znakomicie.****

                Czestokroc roznamietnieni starsi panowie siegali po rozmaite afrodyzjaki, podejrzane mikstury. Seksualna nadgorliwosc oraz uboczne skutki dzialania milosnych ziol czesto doprowadzaly ich do ciezkich chorob, a nawet i smierci, jak to bylo w przypadku malzenstwa wojewodzianki Opalinskiej z hetmanem Koniecpolskim.
                Rzadziej zdarzaly sie przypadki, kiedy to pani w latach wychodzila za maz za duzo mlodszego od siebie. A. St. Radziwill konstatowal z okazji malzenstwa Jana Kazimierza Krasinskiego z dworka krolowej Ludwiki Marii, Amata de Langeron, ze laska krolowej zmniejszyla ilosc lat, tak ze nowozencowi wydawala sie mloda, aczkolwiek my nawet bez szkiel dostrzegalismy zmarszczki. *****Wespazjan Kochowski wypowiadal sie na ten temat tak:

Staras, a czemu wolisz mlodego niz starca?
Nowszej trzeba pokrywki do starego garca.******

            Jezeli narzeczenstwo (oczywiscie w ukryciu) mialo stosunki przedmalzenskie, to ujawnienie tego faktu okrywalo dziewczyne powszechna hanba. Nieszczesna czym predzej wydawano za maz, za kawalera lub wdowca, nawet nizszego stanem. Mowiono: Kto idzie za wdowca, to beczy jak owca.******* Mezczyznie zazwyczaj uchodzilo to na sucho. Mowiono tez z tego powodu: Na kozaku niema znaku.
                Dzieci zrodzone przed slubem, uchodzily za bekarty, nawet w przypadku legalizacji zwiazku przez rodzicow. Liber chamorum opowiada nam o przypadkach adopcji nieslubnych dzieci przez ich faktycznych ojcow. Celem bylo zapewnienie swojemu potomstwu lepszej przyszlosci, wyzszego statusu spolecznego. Adopcja dawala prawo do dziedziczenia nazwiska, majatku. Takim czynem bastard zamienial sie w szlachcica, korzystajac prawnie ze wszystkich przywilejow stanu. Do 1578 roku zgode w tych sprawach wyrazal monarcha, od tego roku sejm. ********
                Jesli chodzi o mariaze szlacheckie z plebejami, byly one postrzegane jako hanbiace i naganne. Co dotyczy amorow, to bylo tu znacznie mniej dystansowania sie od pogardzanych chlopow lub mieszczan. Tak powiada nam Kuchowicz na ten temat: Trepka czy Potocki oburzali sie na mariaze miedzystanowe, lecz bez przygany pisali o gladkosci chlopek, powabnosci mieszczek czy meskich walorach amantow z gminu. Swiadczy o tym m.in. i klimat sielanki i innych gatunkow literackich pismiennictwa stanislawowskiego.********* Przypomnijmy sobie slynna mieszczke lwowska Jadwizke Luszkowska czy chlopke Agnieszke Machowne, ktorych powszechnie znane losy moga sluzyc potwierdzeniem wyzej przytoczonych slow.
        Co do spraw wyznaniowych, to, jak podaje R. Galaj, do 1789 roku obowiazywal formalnie zakaz udzielania sakramentu malzenstwa w przypadku roznicy religii, ale w praktyce nie zwracano na to szczegolnej uwagi.********** Trzeba tu zaznaczyc, iz swiadczylo to dobrze o kulturze szlacheckiej. W czasach reformacji i kontrreformacji w Europie roznowiercy wzajemnie wyrzynali sie w wojnach i pogromach, spalali na stosach, czego wtedy praktycznie nie bywalo w Polsce. Fenomen polskiej tolerancji religijnej spowodowal, ze zwiazki malzenskie ludzi roznych wyznan nie byly zjawiskiem rzadkim, jak to bylo chociaz by w przypadku malzenstwa Janusza Radziwilla i Katarzyny Potockiej. Rowniez innowierca Prokop Sieniawski poslubil nadgorliwa katoliczke Elzbiete Gostomska. Takich przykladow mozna by przytoczyc mnostwo. Kultura polska pod tym wzgledem stala dosc wysoko. Wiemy, ze innowiercy przemawiali na weselach katolickich, a w katolickich kosciolach udzielano slubu kalwinom. Oczywiscie, ze tez wystepowaly (z roznych przyczyn) tendencje utrudniania zawarcia slubow miedzy ludzmi roznych wyznan, ale szlachta najwyrazniej potrafila sie z tym uporac, przekraczajac bariery religijne z milosci. Chociaz w tym przypadku rozrachunku pro domo sua tez nie wykluczam.*
        Prawo kanoniczne nie zezwalalo takze na zwiazek osob do czwartego stopnia pokrewienstwa, jednak odstepowano od tej zasady dla wielkich rodow, gdy w gre wchodzily okreslone korzysci dla rodziny.
        Z. Kuchowicz pisze: Malzenstwo oznaczalo wlasnie szlachetna wspolnote, dozgonna przyjazn. Elementem, ktory je wzmacnial, upiekszal, byl stosunek szlachty do zon. Pozycja zony byla bardzo wysoka. W kulturze szlacheckiej wytworzyl sie czuly i powazny, powsciagliwy i pelen szacunku stosunek do malzonki. Nosila ona piekne miano towarzysza, przyjaciela. *
       Lecz u J. Tazbira czytamy o tym, jak w roku 1644 Jan Trapczynski nie tylko wdowe po swoim kuzynie Prokopie, Zofie ze Szczanieckich, najgorszymi slowami zelzyl, ale i piesciami pobil. Nastepnie zas nie majac zadnego na jej slabosc zdrowia i stanu bialoglowskiego respektu, wloczyl za wlosy po ziemi.** Komentarze tego faktu sa zbedne. Wowczas mowiono: Orzech, osiol, niewiasta jednym trybem zyja, nic dobrego nie warte, kiedy ich nie bija.***
       Oto nastepny smutny przyklad. Anna Chodkiewiczowna, zamezna ksiezna Korecka, uskarza sie na los swej corki Marcybelli Anny, zony Mikolaja Hlebowicza, chorujacej skutkiem niecnot swego meza, do czego przylacza sie bicie i czeste szkalowanie, i oslawienie niewinne, jakie nieboga cierpi. ****
        A wojewoda mazowiecki Stanislaw Warszycki, zywiac podejrzenie, ze malzonka chciala go otruc, zone postronkami kazal bic i panne sluzebna szlachcianke postronkami tak porzadnie zbil, ze od bicia zmarla. O tym samym wypadku donosil biskupowi Zadzikowi z oburzeniem St. Lubienski, biskup plocki: Pan wojewoda mazowiecki, co w domu swoim zrobil, rozumiem, ze WMosc wiedziec raczysz, chocby nic wiekszego nie bylo, jeno malzonka obnazona przez hajduki srodze biczami cieta az do poronienia [...], czego zal sie Boze.***** To przestepstwo, jak i inne, uszlo wojewodzie "na sucho". Warszycki nawet doczekal sie kasztelanii krakowskiej, a poniewaz przeznaczyl na Uniwersytet Jagiellonski jakas kwote pieniezna, portret jego wisial w auli tej uczelni przez dlugie lata. A tak Wirydiana Kwilecka-Fiszerowa pisze o stryju swego meza Janie Kwileckim:W pozyciu domowym byl okrutny, obyczajow wiesniaczych i smierdzial. Byl to jednym slowem rodzaj byka, ktory swa namietnoscia wykonczyl dwie zony jedna wielkiej zacnosci.****** Z. Kuchowicz zaznacza, ze pozycie malzenskie autorki tych slow przebiegalo tez wcale niesielankowo, bowiem pierwszy jej maz byl pijakiem i kobieciarzem.
        Od kobiety wymagano powszechnie wstydliwosci, wiernosci, w ten czas jak panowie dosc czesto prowadzili rozwiazle zycie. Moralnosc owczesnego spoleczenstwa zostala stworzona przez mezczyzn ku ich wlasnej korzysci, dlatego ocena zachowania kobiety roznila sie znacznie od oceny postepowania meskiego. Ciekawy fakt, ze w Dworzaninie Lukasz Gornicki stosuje taka wlasnie podwojna skale ocen zycia erotycznego, ktorej model zostal narzucony przez mezczyzn jeszcze w sredniowieczu.
       Panowie dosc czesto grzeszyli ze sluzacymi, pokojowkami, zapuszczali sie w domy publiczne, plodzac bastardow, nabawiajac sie chorob wenerycznych, co bylo w pewnym sensie norma, kwalifikowalo sie jako mniej lub wiecej dozwolone meskie slabostki; mowiono tez o koniecznosci rozladowania napiec. Przyslowie perfidnie glosilo: Lepszy jest grzech meski niz cnota niewiescia.******* Niektorzy utrzymywali naloznice, a nawet haremy (dotyczylo to oczywiscie magnaterii, ludzi zamozniejszych). Wiemy, ze Sobieski w czasach kawalerskich rowniez utrzymywal cos w rodzaju serali; dzialo sie to w Jaworowie pod Lwowem. Sobieski nazywal swoje naloznice moje Czerkieski, wcale nie kryjac sie z faktem ich posiadania. Kiedy lupanar Sobieskiego splonal pod czas pozaru w miescie, Marysienka przeslala jemu dowcipna kondolencje z tego powodu.*
        A pan na Zamosciu, wnuk wielkiego kanclerza koronnego, Jan Zamojski, tez utrzymywal w swym miescie zastep swobodnych niewiast dla wlasnego uzytku. J.A. Morsztyn poswiecil temu faktowi zlosliwy wiersz Paszport kurwom z Zamoscia:

Zoska z Zamoscia, Baska z Turobina,
Jewka z Zwierzynca, z Kreszowa Maryna,
Te cztery kurwy z piata pania stara
Pod dobra ida na wedrowke wiara.
Sluzyly wiernie, poki panski dlugi
Kus potrzebowal ich pilnej uslugi;
Teraz, ze slubna zwiazki zwarte zona
Precz ich zapewne od dworu wyzona. **

        Owszem, wsrod szlachcianek tez zdarzaly sie niewiasty lekkich obyczajow, zalotnice, ale bylo ich bardzo niewiele w porownaniu z panami. Wynikalo to z wychowania i tradycji; wazyla tez wielce dla pan opinia spoleczna. Szlachta, tradycyjnie przymykajaca oczy na meskie wystepki takiego rodzaju, inaczej traktowala je u kobiet swojego stanu. Np. Jan Duklan Ochocki opowiada, jakie oburzenie wywolal romans szlachcianki (jakkolwiek panny sluzacej) Marysi Zakrzewskiej z dworskim teorbanista Mikolajem. Dziewczynie i jej kochankowi wyznaczono surowa kare. Uwazano nawet, ze konsekwencja tego romansu, czyli kara boska za grzechy, byl nieurodzaj, a takze wypadki w gospodarstwie. ***
        Prawo polskie nie znalo kary dla szlachcianki, ktora zdradzila meza. Wymierzanie kary bylo sprawa prywatna, nie podlegajaca publicznemu rozstrzygnieciu. Ukaranie zony lub jej kochanka smiercia byloby poczytane za barbarzynstwo. Zdradzony maz mogl obic niewierna polowice i podobnie ukarac rywala, ale w miare moznosci sprawe tuszowano.
Nieznany autor Krotkiej nauki budowniczej, ktory radzil, by pomieszczenia pani domu znajdowaly sie zaraz obok pokojow pana, dodaje: wiec kto sie rogow boi, a zonke ma po temu, dla Boga obok z nia i przez prog tylko niechaj mieszka.****Podobno mialo to efektywnie chronic pana przed nabyciem tych watpliwych trofeow, lecz owa prewencja, moim zdaniem, chyba nie zawsze sprawdzala sie w praktyce.
                U Tazbira czytamy: Zalety dobrej zony (pracowita, ulegla, gospodarna, pobozna) niewiele sie wlasciwie roznily od cnot, ktore chciano widziec we wzorowej sluzacej.***** Czesto szlachcic chylil skron w grzecznym, przepisowym uklonie, calujac damie raczki i gloszac komplement, sam bedac przy tym niewysokiego zdania o niewiastach. Z jednej strony stanowisko zony i matki bylo bardzo dostojne, opiewali je poeci, tacy jak Rej czy Kochanowski; z drugiej mamy konkrety w postaci intercyz, testamentow, prywatnej korespondencji i pamietnikow. A jezeli nawet gorliwy kawaler pil zdrowie pieknej pani z jej trzewika, to podejrzewam, ze ow podekscytowany trunkiem galant z rownym skutkiem mogl by sie napic z naczynia nocnego. To, co bylo deklarowane szlachcicem w stosunku do kobiety publicznie, nie zawsze sie zgadzalo z jego zachowaniem we wlasnym dworku wobec tejze. W tych czasach mowiono: U bialych glow dlugie wlosy, ale rozum krotki.****** Ten dualizm w moralnosci przetrwal wieki; trwa po dzis dzien, niestety, i to wsrod roznych warstw spolecznych.
        Podstawowa rola kobiety w rodzinie szlacheckiej bylo macierzynstwo. Z. Kuchowicz zaznacza: Surowe stosunki rodzinne lagodzila czasem matka. Matka w obyczajowosci szlacheckiej stanowila postac bardzo szanowana, czczona. Zniewaga matki uchodzila powszechnie za ciezkie przewinienie, wzbudzala odraze. Pietnowano wyrodnych synow, ktorzy nie dbali o swe rodzicielki, czy zniewazali je. *******Przyslowie glosilo: Dziecie za reke, matke za serce.********
        Czesto matka bronila swe dzieci przed tyrania ojca, okazywala im wiecej serca, opiekowala sie nimi w chorobie. Ale bywalo tez inaczej. Przede wszystkim, w rodzinach szlacheckich rodzilo sie dziesiecioro i wiecej dzieci, poniewaz srodki przeciwdzialajace zaplodnieniu byly zwalczane w owych czasach przez Kosciol. Dzieci szlacheckie byly czesto oddzielane od rodzicow, z poczatku przebywaly z mamka, pozniej z wychowawca. Na ogol dzieciom szczedzono czulosci, bowiem powszechnie sadzono, ze pieszczoty czy poblazanie je psuja. Przyczyny takiej surowosci byly rozne; decydowaly o tym wzory kulturowe, konwencje. Mowiono: Bez kary zadne dziecie nie urosnie.*
                Mysle, ze postawy i zachowania rodzicow w tej dziedzinie zalezaly, w znacznej mierze, od ich wlasnych przezyc i doswiadczen z lat dziecinnych, a cieplo, okazywane dzieciom, najbardziej bylo kwestia bogactwa duszy ich ojca czy matki. Jakze serdecznie brzmi list z 1608 roku, w ktorym Barbara z Tarnowskich Zamoyska pisze do syna Tomasza: nieslusznie mi przymawiasz o milosc macierzynska. Nie mial jej zaden syn dobry u dobrej matki wiecej nad cie, czuje to serce i zdrowie moje. Oto jej uwaga spowodowana faktem, ze w jednym z listow mlody Tomasz posluzyl sie piorem swego wychowawcy, by matce przekazac swe mysli: Nie trzeba nikomu zdobic syna matce. Milsze mi jedno slowo wlasnej glowy twojej niz cudzej madrosci libra. Roztropnie brzmi list pisany niedlugo po smierci ojca Tomasza: O wczasie twym rada slysze i to, ze nie tesknisz [...] cieszysz mnie tym [...]. Glupim synom to przyzwoita tesknic do matek, a madrym starac sie, aby matki cieszyc sluzac Panu Bogu, uczac sie pilno nauk i obyczajow przystojnych.**
                Renata Galaj pisze o stale zwiekszajacej sie od XVII wieku liczbie rozwodow. Zaznacza tez, ze mogli sobie na nie pozwolic tylko ludzie zamozni (ze wzgledu na koszty i trudnosci obiektywne).*** Rozwod wywolywal dezaprobate opinii szlacheckiej stojacej na stanowisku, ze zwiazek malzenski jest nierozerwalny. Kiedy w 1668 roku wystapila o uniewaznienie malzenstwa Anna ze Stanislawskich Warszycka, okrzyczano ja rozpustnica, pisano na jej temat paszkwile i koncepty. Sytuacja byla zas ponura. Ladna, mloda, inteligentna panne wola rodzicow wydano za maz za Kazimierza Warszyckiego, debila i zboczenca, niezdolnego w ogole do skonsumowania malzenstwa. Stanislawska opisala te wszystkie perypetie w swym wierszowanym pamietniku, co zreszta zrobila bardzo elegancko.****
        Z. Kuchowicz pisze, ze szczegolnie znaczna liczba rozwodow wystapila w okresie panowania Stanislawa Augusta. Ksieza i prawnicy przescigali sie wtedy w fortelach umozliwiajacych uniewaznienie malzenstwa. Anglik Wraxall, piszac o obyczajach magnackich powiada, iz uderza w nich: latwosc rozwodow i ich powszechnosc [...] Udowodnienie zdrady malzenskiej jest uznane za prawna przyczyne rozwodu, ale w zasadzie wystarczy nie wiecej niz niezgodnosc charakterow, niechec lub znuzenie.***** Pamietajmy tez, ze byla to doba Oswiecenia, jej krytyczny duch radykalnie oddzialywal na mentalnosc ludzka, a libertynizm niosl czasami zalamanie systemu dotychczasowych wartosci. Kobieta wowczas znacznie wyemancypowala sie spod wladzy ojca, meza i krewnych, potrafila miec do siebie wiecej szacunku, korzystac z wiekszej swobody, decydowac wreszcie o swoich losach.
        Co do spraw majatkowych, to dobrami rozporzadzal maz, konsultujac sie z zona w sprawach dotyczacych jej czesci majatku. Renata Galaj podaje, ze w razie sprzedazy majatku za dlugi, wierzyciele nie mogli naruszyc dobr wiennych i posagu kobiety, jesli nie wyrazila na to zgody. Posag nalezal do kobiety do konca zycia. Wiano zabezpieczalo kobiete na wypadek smierci meza. Wdowa mogla wowczas zarzadzac dobrami do chwili ponownego zamazpojscia, a wtedy zostawal przy niej tylko majatek zapisany przez meza i dozywocia.******
Dorosli synowie mieli prawo odebrac matce kontrole nad majatkiem, a w razie ponownego zamazpojscia takze opieke nad niepelnoletnim rodzenstwem. Liber chamorum opowiada nam o tym, jak zona Mikolaja Ligezy, Elzbieta Jordanowna, gdy syn usilowal ja rugowac z dobr po smierci ojca, zagrozila mu, ze powie publicznie, z kim go splodzila.******* Kiedy brakowalo meskich potomkow, opieke nad kobieta i jej dziecmi przejmowali krewni, do nich nalezalo rowniez reprezentowanie jej w sadzie. Mieli prawo do wypowiadania sie na temat losow wdowy i jej potomstwa. W razie braku innych spadkobiercow, wszystko otrzymywala wdowa po zmarlym.
        Zamozna, a do tegoz niebrzydka wdowa czesto mogla konkurowac z mloda, a niezbyt posazna panna. Niektorzy panowie preferowali w kobiecie dojrzalosc (nie tylko umyslowa), wieksze doswiadczenie zyciowe oraz umiejetnosc prowadzenia domu, zarzadzania gospodarka, dlatego tez wdowa pod tym wzgledem mogla byc dla nich atrakcyjniejsza partia, jesli chodzilo o mariaz. Byli i tacy, ktorym chodzilo wylacznie o posag; osobiste walory przyszlej malzonki interesowali ich w znacznie mniejszym stopniu. Jan Chryzostom Pasek pisze z rozbrajajaca szczeroscia o tym, co zadecydowalo w zawarciu przez niego malzenstwa z starsza o 15 lat wdowa Sladkowska: [...] bardziej mi sie jednak serce chwytalo Sladkowskiej, bo to tam o jej wiosce powiadali, ze nie tylko pszenica, ale i cybula w polu na kazdym zagonie, gdzie ja wsiejesz urodzi sie, a mnie tez bardziej apetyt pociagal ad pinquem glaebam nizeli do golych pieniedzy.*
        Malzenstwa szlacheckie trwaly niedlugo, wplywaly na to przyczyny obiektywne: choroby, epidemie, wojny, pijanstwo. Po stracie wspolmalzonki nie rozpaczano dlugo, wdowiec dosc szybko szukal sobie nowej zony, lecz dla wdowy bylo niepodobna spieszyc sie z zamazpojsciem, trzeba bylo odczekac, odbyc zalobe wedlug tradycyjnie przyjetych norm. Na przyklad, Jan Karol Chodkiewicz powszechnie deklarowal milosc do swojej zony Zofii, ktora zreszta hetman pojal juz jako wdowe po ksieciu Olelkowiczu, bardzo przezywal jej chorobe, a niespelna rok po jej smierci ozenil sie z 20-letnia Anna Alojza Ostrogska. Najwidoczniej nie mial zbyt duzo czasu na oplakiwanie, skoro w takim tempie postaral sie o nowy slub.**
Podobnie wygladala sprawa z A. St. Radziwillem. Kiedy po krotkiej chorobie umarla jego pierwsza zona, z ktora zreszta zyli razem bardzo dobrze, niepocieszony wdowiec poslal swego krewniaka w dziewosleby. 44-letni magnat myslal wowczas o 14-letniej Gryzeldzie Zamoyskiej. Cos sie nie powiodlo w staraniach o reke tej panny; wiec nieco pozniej pojal A. St. Radziwill 18-letnia Krystyne Lubomirska. ***
Za zdrozny i sciagajacy gniew Boga uwazano mariaz, w ktorym brat poslubial wdowe po swoim zmarlym bracie. Tak postapil Jan Kazimierz, co szlachta uznala za zly omen. Natomiast nie potepiano za to Zygmunta Augusta, ktory poslubial kolejne Habsburzanki. ****
Co dotyczy samych wdow, to, moim zdaniem, ich sytuacja czestokroc bywala lepsza od sytuacji panien czy mezatek. Daleko nie kazda panna posiadala prawo wyboru przyszlego malzonka; nie w kazdym malzenstwie ukladaly sie stosunki; dosc czesto zgon nie zawsze kochanego i nie zawsze kochajacego meza dawal kobiecie upragniona emancypacje, jedyna realna mozliwosc rozporzadzenia sie wlasnym losem, czasami tez uwolnienie spod wladzy domowego despoty. Gdy do swobod osobistych dochodzil jeszcze i majatek, a na dodatek mila aparycja, to z uciskanej, podwladnej osoby wdowa w krotkim czasie zamieniala sie w pozadana kandydatke na malzonke. Mowiono tez: Deszczyk majowy mlodej lzy wdowy. *****
Oto przyklad listu wierszowanego z 1654 roku ze zbiorow rekopismiennych Biblioteki Kornickiej. List ten, pisany przez Waleriana Gorzyckiego herbu Radwan do atrakcyjnej wdowy Elzbiety Cikowskiej, obfituje komplementami:

Mloda, nadobna i majetna wdowo,
Dla ktorej wszystko u swiata gotowo,
Zacnie zrodzona ani muszowata
Strojna i w cnoty wszelakie bogata.
W tobie one nimfy wszystko to zmieszaly,
Co wielom innym w rowny dzial rozdaly.
Z Ciebie te wszystkie przymioty wynikly,
Co pojedynkiem wielu zdobic zwykly,
A jako klejnot nieoszacowany
W jednej tak geste i sliczne odmiany.
Dla czegoz rowna ma zacna Elzbieta?
Do kosztownego Xexekontalita,
Ktory szescdziesiat barw zawiera w sobie
Przechodzac wszystkie kamienie w ozdobie.*

        Z tego, jak autor wyzej wymienionych wersow roztacza pochwaly niejakiej pani Cikowskiej, mozemy wywnioskowac, ze w tym przypadku wlasnie o taka wdowe chodzi piekna, mloda, szlachetna, do tegoz bogata. Przyslowie glosilo: Dobra i wdowa, gdy mloda i zdrowa.** Tak dobrze usytuowana pani mogla przebierac w kandydatach na meza; lecz przy odrobinie zaradnosci sama potrafila uporac sie z zarzadzaniem swoimi dobrami, wiec nie zawsze spieszyla sie z ponownym zamazpojsciem, czasami tez majac niemile doswiadczenia z poprzedniego.
        Trzeba powiedziec, ze polska kobieta owych czasow z reguly byla bardzo zaradna, czasami nawet sprytna; sila charakteru potrafila nawet przy bardzo trudnych okolicznosciach walczyc o swoje prawa, przeciwstawic sie niejednej probie losu. Potrafila tez przekroczyc granice swiata domowego i wlaczyc sie w zycie publiczne. W. Lozinski pisze o czasach Czteroletniego sejmu, kiedy to damy polskie wywieraly wplyw na przebieg publicznych wydarzen. Autor wymienia miedzy innymi ks. marszalkowa Lubomirska, ks. generalowa Czartoryska, hetmanowa Oginska, kasztelanowa Kossakowska. Ostatnia pani wyroznia wsrod pozostalych juz dla tego samego, ze byla na wskros Polka, urosla z gruntu czysto swojskiego, najzupelniej nie tknieta wplywami zagranicy, ktorym tamte wszystkie ulegaly. Smialo o niej mozna powiedziec, ze byla to ostatnia szlachcianka miedzy damami, ostatnia dama miedzy szlachciankami. Podziwiac trzeba obywatelskiego ducha tej kobiety, jej szczery, serdeczny udzial w sprawach i losach swojego kraju. W jednym ze swych listow powiada sama o sobie, ze siedziec bez wiadomosci interesow publicznych, ze smiercia by sie rownal dla niej czas przepedzony. A znala te interesa doskonale, lepiej niz niejeden glosny tego czasu statysta, i nie przesadza moze Wodzicki, ktory w Pamietnikach swoich mowi o niej, ze nabrala takiej znajomosci interesow polskich, znala tak wszystkie koneksje familijne, wszystkie intrygi dworskie, ze by jej nie sprostal zaden minister stanu.*** Lozinski opowiada nam tez o tym, ze w owczesnych pamfletach mozna spotkac czeste skargi panow na polityczna aktywnosc pan. Niemcewicz mowi o kwokach otaczajacych krola, a Kitowicz gorszy sie z tego powodu, ze kobiety po calych sesjach przesiaduja na ganku w izbie sejmowej, daja znaki poslom i senatorom przymileniem ust lub marszczeniem czola, co im sie podoba, a co nie podoba. ****
        Trzeba powiedziec, ze panowie szlachta byli tradycyjnie niechetni uczestnictwu niewiast w sprawach publicznych i politycznych. Przypomnijmy sobie przyslowie: Niemiec w radzie, koza w sadzie, lgarz przy dworze, bialoglowa na urzedzie, za diabla to bedzie.*****
Odzwierciedla ono w pelni meska niechec do aktywnosci oraz samodzielnosci spolecznej kobiet w tamtych czasach, ktora mogla oznaczac takze pewne wylonienie sie spod wladzy meza czy ojca.
        Codzienne zycie kobiety szlacheckiej skladalo sie nie tylko z zarzadzania kuchnia i wychowania dzieci. Dosc czesto kobieta swietnie radzila sobie w sprawach administracji majatkow, procesowala sie z sasiadami ad infinitum(co bylo nagminne w owych czasach), szczegolnie, gdy byla wdowa czy tez malzonek byl na wojnie. Nie bylo to wcale takie latwe, trzeba bylo posiadac umiejetnosci prowadzenia gospodarki, twardy charakter i silna osobowosc. Mowiono o takiej kobiecie herod-baba. Zofia Zamiechowska, po trzecim mezu wojewodzina trocka Tyszkiewiczowa, jak podaje nam Lozinski, nad podziw bystra, smiala, energiczna, obrotna, przez 25 lat stacza wojny z Potockimi, Radziwillami, Wolskimi, Buczackimi, Czurylami, jest sama sobie finansista, jurysta, ekonomem i komendantem, wytrzymuje walecznie oblezenia swych zamkow w Podhajcach i Buczaczu, odpiera zbrojne zajazdy i staroscinskie egzekucje, zaczepia i broni sie prawem i lewem, trybunalem i arsenalem, dekretem i muszkietem; wychodzi z najgoretszych opalow obronna reka i konczy zywot swoj burzliwy z chrzescijanska podniosloscia duszy jako czcigodna matrona, hojna fundatorka szkol, kosciolow i szpitali, dobrodziejka krewnych, slug i przyjaciol a przez ten caly czas tak glucho o jej trzech malzonkach, jak gdyby nigdy nie istnieli na swiecie. *
        Niektore szlachcianki byly naprawde godne podziwu. Na przyklad, Reina Zolkiewska bardzo umiejetnie gospodarowala, podczas gdy jej maz walczyl na kresach, i splawiala przecietnie okolo 100 lasztow zboza rocznie do Gdanska. Anna Ostrogska, corka Jana Kostki, wdowa po Aleksandrze Ostrogskim, zawiadywala przez 30 lat wielkim majatkiem swego meza, wywozac rocznie do Gdanska ponad 170 lasztow. Inna wdowa, Barbara Slupecka, wywozi w latach 1618 1635 przecietnie 230 lasztow rocznie do Gdanska.**
        Poszczegolne owczesne panie potrafily, nie kladac kwiatka na ustach, mowic o bliznich, jak twarda Anna Alojza Chodkiewiczowa, o ktorej pisal z respektem Krzysztof Opalinski: G*rzeczy Pani, ale na ucho, nieslychanie w sadach o ludziach wolna i swobodna i czasem nie bez uszczypki cudzej slawy i znaczenia [...]. Nic sie jej nie podoba, wszystko gani. Ta ostatnia wykazywala tez energie w innej chwalebnej dziedzinie: na wszystkich miejscach swej chwalebnej dzierzawy nie cierpiala tego, zeby ubodzy po ulicach lezec albo gdzie w gnoju jeczec mieli, ale wszystkich do szpitalow sprowadzac i pilnie opatrowac kazala.***
        Zdarzaly sie tez takie kobiety, jak Teofila Chmielecka, o ktorej Z. Kuchowicz napisal, ze w sprawach domowych, majatkowych, w tworzeniu fortuny powazna role spelnila [...] pani Teofila. [...] Jako najblizszy przyjaciel meza spedzala z nim dlugie tygodnie w stepie, pod namiotami, w zasadzkach na czambuly tatarskie. Pani Chmielecka swietnie jezdzila konno, strzelala z rusznicy, przygotowywala wyprawy wojenne i czuwala nad praca agentow wywiadu. Po smierci meza nie zrezygnowala ze swoich wojennych upodoban, czynila zajazdy na sasiadow, a nawet porwala swoja przyszla synowa. ****
        Zdarzaly sie tez takie kobiety, jak Teofila Chmielecka, o ktorej Z. Kuchowicz napisal, ze w sprawach domowych, majatkowych, w tworzeniu fortuny powazna role spelnila [...] pani Teofila. [...] Jako najblizszy przyjaciel meza spedzala z nim dlugie tygodnie w stepie, pod namiotami, w zasadzkach na czambuly tatarskie. Pani Chmielecka swietnie jezdzila konno, strzelala z rusznicy, przygotowywala wyprawy wojenne i czuwala nad praca agentow wywiadu. Po smierci meza nie zrezygnowala ze swoich wojennych upodoban, czynila zajazdy na sasiadow, a nawet porwala swoja przyszla synowa. ****
        Jaka naprawde byla kobieta szlachecka tamtych czasow? Mysle, ze niewiele sie roznila od kobiety wspolczesnej, a jednak zyla na ogol krocej, trudniej, rodzila wiecej dzieci, cierpliwie znosila codzienny ciezar domowych obowiazkow, czesto tez nie z wlasnej woli dzielac stol i loze z prawie obcym, obojetnym, a nawet nienawidzonym mezczyzna. Czerpiac sily w wierze i milosci, potrafila takze przeciwstawic sie przewrotnemu losowi, walczyc o swoje prawa. Zdecydowanie miala silne poczucie przynaleznosci do swojego stanu, do ziemi ojczystej. Na pewno nie byla bezplciowym aniolem, chociaz czesto musiala temperowac, zwalczac swoje zmysly, uczucia. Miewala piekne porywy serca, potrafila kochac dozgonnie, ale na pewno tez potrafila byc bezlitosna kokietka, lamiaca serca licznych adoratorow. Mysle, ze jej postawa nie byla w zadnym przypadku postawa kury domowej; potrafila byc energiczna, radzic sobie w trudnych sytuacjach. Brakowalo jej czasami swobody, wyksztalcenia, oglady towarzyskiej, ale z procentami potrafila nadrobic te braki wrodzona inteligencja i osobistym urokiem. Porownujac XVI-XVII ww. z czasami saskimi czy stanislawowskimi, mozemy smialo mowic o pewnej emancypacji szlachcianek, ale, jednoczesnie, o czesciowej utracie przez nie narodowej tozsamosci kulturowej, kiedy to panie (zarowno jak i panowie) ulegaly naplywom cudzoziemszczyzny, oddzialywaniu libertynskich idealow.
Lecz kiedy patrze na portrety pieknych jak marzenia dam epoki Baroku czy Oswiecenia, mysle, ze tak wiele im wybaczono, a jeszcze wiele mozna by im wybaczyc. Bo byly, przede wszystkim, kobietami, a jak rzecze stare przyslowie: Czego kobieta chce, tego Pan Bog chce.***** Osobiscie mnie trudno jest z tym sie nie pogodzic.




B I B L I O G R A F I A


1. Czaplinski W., Dlugosz J.: Zycie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku, Warszawa 1982.
2. Galaj R.: Zycie codzienne szlachty polskiej w okresie sarmatyzmu, Szczecin 1998.
3. Kuchowicz Z.: Obyczaje i postacie Polski szlacheckiej XVI-XVIII wieku, Warszawa 1993.
4. Kuchowicz Z.: Milosc staropolska, Lodz 1982.
5. Lozinski W.: Zycie polskie w dawnych czasach, Krakow 1969.
6. Maslowscy D. i W.: Ksiega przyslow polskich, Kety 2001.
7. Tazbir J.: Kultura szlachecka w Polsce, Poznan 2002.